Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
42 posty 34 komentarze

Polacy w Donbasie i Radek – mudżahedin

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

ABW bierze się za Polaków walczących po stronie republiki Donieckiej, bo służą w obcej organizacji wojskowej. Zdaje się, że druga osoba w państwie też służyła w obcej organizacji wojskowej i nic.

 Czytam dzisiaj na portalu bankier.plwiadomości o Polakach walczących po stronie separatystów w Donbasie:

„ABW bierze się za Polaków, którzy walczą na Ukrainie. W Bielsku-Białej ruszyło pierwsze śledztwo w sprawie Polaka, który walczy w Donbasie po stronie separatystów”

I dalej:

„Zgodnie z prawem obywatel Polski nie może służyć w armii innej niż nasza. Artykuł 141 § 1 kodeksu karnego mówi, że Polak, który służy w obcym wojsku lub w obcej organizacji wojskowej, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".”

Ciekawe, bo obecny marszałek sejmu wcale się nie krył z tym, że brał udział w walkach przeciw Rosjanom w Afganistanie. W swojej książce „Prochy świętych, Afganistan czas wojny” wspominał, że strzelał do radzieckich żołnierzy, ale w nikogo nie trafił.

Marian Kałuski w książce „Polacy w Afganistanie” napisał o marszałku sejmu:

„Marek Szymanowicz nazywa Radka Sikorskiego „polskim mudżahedinem”. Sikorski brał udział w walkach partyzantów z wojskami sowieckimi, ale nie z bronią, a tylko z kamerą ręku.”

Co by nie mówić, zdjęcie powyżej pokazuje pana Radosława Sikorskiego w obcym mundurze z kałachem pod pachą. Wygląda na to, że służył w obcej organizacji wojskowej i podlega pod artykuł 141 § 1 kodeksu karnego. 

Moim zdaniem ABW i sądy, zamiast gonić, jakiś nikomu nie znanych młodzieńców po wschodzie Ukrainy tracąc czas i pieniądze podatników, powinny przykładnie ukarać osobę publiczną, która na dodatek jest pod ręką. To z pewnością odstraszyłoby wielu amatorów obcych armii. A tamci, nawet jak zostaną schwytani, osądzeni i ukarani, to mało kto o nich usłyszy, a jeszcze mniej osób tym się przejmie. 
Ale cóż, nigdy tak się nie stanie, bo co wolno wojewodzie, to nie tobie kasztelanie.

Źródło: http://innywariant.weebly.com/blog/polacy-po-stronie-separatystow-w-donbasie-i-radek-mudzahedin

KOMENTARZE

  • Ktoś nakazał ugorować Radka. W PO jest znienawidzony.
    Auto Sikorskiego ma na liczniku 30 tys. km, a rozliczył 90 tys. km! Marszałek Radosław Sikorski wziął pieniądze za przejechanie ok. 90 tys. km prywatnym samochodem. Jak to możliwe, jeżeli jego auto ma niewiele ponad 30 tys. km przebiegu? Jak ustalił Fakt, prywatny nissan qashqai należący od lutego 2010 r. do Radosława Sikorskiego (51 l.) i jego żony Anny Appelbaum (50 l.) podczas ostatniego przeglądu gwarancyjnego miał na liczniku zaledwie 30 083 km. A Sikorski utrzymuje, że prywatnym autem – w celach poselskich – zrobił aż 90 tys. km. Jakim cudem?
    W 2011 r. Sikorski rozliczył 26 500 zł tytułem przejazdów prywatnym autem jako poseł. To prawie 32 tys. kilometrów. W 2012 roku było to 19 100 zł, czyli 23 tys. km. W 2013 r. 9 600 zł – czyli kolejne 11,5 tys. km. A jeszcze w całym 2010 roku było to ponad 21 000 zł, czyli 25 tys. km. To o tyle ważne, że nowiutkiego suva – nissana – Sikorski z żoną kupili 16 lutego 2010 r., a zarejestrowali 10 dni później. W sumie – nie licząc w ogóle 2014 r., bo te dane poznamy dopiero przy kolejnym rocznym rozliczeniu biura poselskiego – to ponad 90 tysięcy kilometrów pokonywanych tylko i wyłącznie do i w obrębie okręgu wyborczego prywatnym samochodem.

    Już rok temu nasze wątpliwości wzbudził fakt, że Sikorski – mimo posiadania całodobowej ochrony BOR i limuzyny rządowej – był w stanie w ciągu roku przejechać w celach poselskich 20–30 tysięcy kilometrów prywatnym samochodem. Pytania w tej sprawie powtórzył „Wprost”. Sikorski konsekwentnie jednak twierdził, że zarzuty są bezpodstawne i padł ofiara nagonki. Dowodów jednak pokazać nie zamierzał.
    A przecież wystarczy pokazać przebieg prywatnego auta, by rozwiać te wątpliwości. Sęk w tym, że przebieg prywatnego auta Sikorskich, nissana qashqai, jest zbyt mały! Sprawdziliśmy to, choć nie było to łatwe. Najpierw próbowaliśmy w rejestrze aut CEPiK. System ten pod adresem HistoriaPojazdu.gov.pl udostępnia pełną historię auta. Wystarczą trzy informacje: rejestracja, numer vin i data pierwszej rejestracji. Dwie pierwsze może zdobyć każdy, kto zobaczy z bliska samochód marszałka. O trzeciej wiedzieliśmy tylko tyle, że był to rok 2010. Wtedy bowiem w oświadczeniu majątkowym pojawił się nowiutki nissan. Wpisywaliśmy więc po kolei daty aż trafiliśmy na 26 lutego. Tak zdobyliśmy historię pojazdu, jednak... przebiegu w niej nie było. Dlaczego? Pierwsze badanie techniczne samochód Sikorskiego miał 4 kwietnia 2013 r., po 3 latach od rejestracji. Kolejne musi mieć do 26 lutego przyszłego roku. A obowiązek upubliczniania stanu licznika w CEPiK wszedł w życie kilka miesięcy temu. Nie poddaliśmy się jednak. Zadzwoniliśmy do autoryzowanego dilera Nissana w kujawsko-pomorskim licząc, że taki samochód musiał być serwisowany w takim punkcie. Pozwoliliśmy sobie na małą prowokację, przedstawiając się jako potencjalny kupiec auta.
    – Chcę kupić nissana qashqai. Auto z 2010 roku. Sprawdziłem sobie wszystkie informacje o historii pojazdu w sieci, ale nie ma tam informacji o przebiegu. Może mi pan jakoś pomóc? – zapytaliśmy pracownika serwisu. – Nie, bo nissan nie ma ogólnopolskiej bazy. Chyba, że auto było serwisowane u nas. Ma pan numer vin? – usłyszeliśmy. Numer mieliśmy.
    – Ok, samochód był u nas. Podczas ostatniej wizyty miał przebieg 30 083 km. Przegląd był robiony w tym roku, ale nie mogę panu podać szczegółowych danych. Powiem tylko, że to nie było na początku roku bo te dane wolno mi panu podać – wyjaśnił nam serwisant. Jeśli więc kilka miesięcy temu nissan Sikorskiego miał 30 tys. przebiegu, to czym marszałek jako szef MSZ wyjeździł te 90 tysięcy? Kilkunastoletnim golfem, który też jest wpisany w oświadczenie majątkowe? Jeździłby takim samochodem w czasie, gdy w garażu stałby nieużywany nowy samochód? – Jeździłem z Warszawy do mojego okręgu wyborczego 300 km i po okręgu. Najwięcej kursów było między Bydgoszczą a Warszawą. Pomijam już dyżury w biurze poselskim. Jestem już zmęczony nagonką na mnie i jeśli ktoś zarzuci mi złamanie prawa, to ta sprawa znajdzie swój finał w sądzie – zapowiedział Sikorski.

    Skoro marszałek woli wytłumaczyć w sądzie swój samochodowy cud, jego wola. Jego rzeczniczka bowiem na pytania dotyczące stanu licznika nie raczyła nam wczoraj odpowiedzieć.
    Licznik pogrąża marszałka: http://www.fakt.pl/polityka/prywatne-auto-sikorskiego-ma-na-liczniku-trzy-razy-mniej-niz-wyjezdzil,artykuly,509897.html Komentarze pod linkiem mogą być pomocne i są bardzo ciekawe.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031